Preludium


Piszę od lat, zapełniam zeszyt za zeszytem, moja lewa ręka kocha długopis i kolorowe okładki, czarny zeszyt w złote żurawie, turkusowy w leniwce na bambusach. Z roku na rok czuję się coraz bardziej oldschoolowo, jak gatunek na skraju wyginięcia, irbis śnieżny, tygrys z Sumatry i ukochany afrykański słoń.

W ubiegłym roku zgubiłam jeden notatnik na festiwalu. Zawstydziłam się, ktoś weźmie go w ręce i zacznie czytać, serce na dłoni, ulotne myśli, skrawki snów, symbole, wiersze moje i nie moje.. wszystko, co mi wpadło w oczy i zainspirowało… albo moje wejścia wgłąb i odkrywanie, świecenie latarką na wewnętrzną gęstą ciemność, i zlewanie tego na papier. 
A potem, parę miesięcy później, to było równo rok temu, przyszedł sen. Pozwolę, by dostał oddzielny rozdział; chcę go uszanować, to ważny dla mnie sen.

Czasem zastanawiam się, czy ta potrzeba ekspresji, autentyczności, która tak do mnie przemawia, to jest znak mojego imienia, vera icon, prawdziwe oblicze. Czy energia lwa zodiaku, charyzmatyczna, ekspansywna, przemieniająca wizję w życie, marzenie w rzeczywistość. Pewnie i to, i to, w mozaice żywych energii, które są obecne tu i teraz i konstytuują tę właśnie chwilę. 

To świetliste pragnienie, by odnaleźć swój język, precyzyjny wyraz tego, co we mnie rezonuje. 
A potem pozwolić tej energii, gdy już odnajdzie swoje momentum i zrealizuje swój potencjał, odejść, przepłynąć przez palce, roztopić się w świecie. Nie oceniać, gdy się zmienia(m); odrzucić wyimaginowaną kategorię spójności. Akceptować zmianę, umożliwić ten rozwój, i sobie, i innym.

Rezonans z prawdą tej chwili i autentyczny, własny język. Nie polski, nie angielski, nie hiszpański, ani żaden inny. Porozumienie nie zna granic. 
By ten rezonans był obecny we wszystkich rejonach życia, w słowach, które wypowiadam, gdy rozmawiam z przyjaciółmi, gdy mówię podczas warsztatów, i w tym, co gotuję, co kupuję a czego nie, i na co idę do kina. Nasze wybory są naszą ekspresją w świecie. 
Intencją jest, by te wybory były coraz bardziej świadome, by brać za nie odpowiedzialność. Pamiętając, że popełniam je w zgodzie z moją obecną mądrością, absolutnie nie absolutną - najlepiej, jak potrafię. 

Znaleźć własny język, własną tonację, bez naśladowania, nie z drugiej ręki. Tylu mamy mędrców wokół nas, coraz więcej powszechnie dostępnej informacji, i jakby coraz bardziej wszystko się kotłuje i miesza, złoto z błotem. Czuję, że potrzeba jest coraz większej uważności i niezależnego, spokojnego umysłu, by odnaleźć rozeznanie. 
Które drogowskazy są właściwe na ten moment, a które pominąć. Jak nie dać się ponieść magnetyzującej energii kogoś innego.
Jak trzymać stabilne centrum i zdrowe granice. I pamiętać - kim jestem ja, co jest dla mnie ważne, czego potrzebuję i czego pragnę. 

Piszę więc, by lepiej wyczuć, co się dzieje, uziemić swoją wrażliwość, ugruntować się. Eksplorować podmuchy energii, prądy, które nas niosą...  Słuchać, co drga w eterze, co jest obecne w powietrzu, co się rozwija, co nas dotyka, jakie symbole, jakie emocje, jakie archetypy. Uczyć się o swojej naturze, o naturze ludzkiej, na sobie samej.
Snuć pokrzepiające serca opowieści…
Tkać życie.. piękne... dobre, zapraszające. Usiąść naprzeciw siebie, w blasku światła, otwarte oczy, ciepłe dłonie i dobre słowa. 


To jest preludium... pojęcia nie mam, co popłynie dalej. Jest iskra mojego marzenia, początek zimy i wolny czas, to sprzyja pisaniu. Ale życie ma zawsze swój właściwy timing, nadaje bit, którego muszę słuchać, inaczej tracę rytm. Nie tylko kroki do przodu mają sens, czasem dwa kroki w przód jeden w tył, czasem jeden krok w przód pół kroku w lewo.. Tańczę. Tańczymy. 

* fot. Marcin Megger :)

Komentarze

Popularne posty