EL LATIDO
Bęben dostałam w prezencie od męża. To była koza. Było w nim coś srebrzystego, miał dużo charakteru. Łagodna i silna, tak mówił o mnie, i taki był też tamten bęben.
Zrobił go Ruben, mężczyzna o brązowych, dobrych oczach.
Niedługo potem palec losu tak zakręcił gęstością naszej rzeczywistości, że wyjechaliśmy pracować w ośrodku Arkana w dżungli, przeprowadziliśmy się.
Zanim to się stało, poszliśmy do Rubena z pytaniem, czy ma bęben, który jest w stanie przetrwać dżunglę. Dał nam inny bęben, mocny, jasnokremowy, o wyższym tonie. Niedługo potem wyjechaliśmy.
Zrobił go Ruben, mężczyzna o brązowych, dobrych oczach.
Niedługo potem palec losu tak zakręcił gęstością naszej rzeczywistości, że wyjechaliśmy pracować w ośrodku Arkana w dżungli, przeprowadziliśmy się.
Zanim to się stało, poszliśmy do Rubena z pytaniem, czy ma bęben, który jest w stanie przetrwać dżunglę. Dał nam inny bęben, mocny, jasnokremowy, o wyższym tonie. Niedługo potem wyjechaliśmy.
Wilgoć powietrza amazońskiego przerosła jego naturalne możliwości, i bęben nie zagrał w dżungli ani razu. Nie było go o co ogrzać ani osuszyć. Poddał się działaniu atmosfery, w wielu miejscach pojawiły się zielonoszare plamy pleśni, tak jak na wielu moich podkoszulkach, na stronach książek i zeszytów, na piórze kondora.
Po ośmiu miesiącach wróciłam do świętej Doliny Inków.
Sahar (Księżyc), odwiedzając któregoś dnia mój dom w tamtych czasach (zmieniałam wtedy domy co parę miesięcy), zauważyła go w kącie i wzięła do siebie, by go pomalować.
To ona wytatuowała wcześniej na moich ramionach księżyc i słońce, feniksa i kwiat tytoniu, a potem, już w Izraelu, mandalę na sercu, z której wylatują dwa kolibry.
Wrócił odmieniony, piękny. Jedyny w swoim rodzaju.
Wrócił odmieniony, piękny. Jedyny w swoim rodzaju.
Ten bęben pracuje ze mną od ośmiu lat.
Oczyszcza, porządkuje przestrzeń. Czasem wzmacnia rytm chwili, czasem łagodzi. Czasem poddaje stabilną bazę, na której może popłynąć mój głos.
Jest jednym z niewielu przedmiotów, które są dla mnie cenne. W zasadzie, bezcenne, dokładnie tak, jak ten czas spędzony w dżungli. Nie potrafię ubrać tego w kapsułę żadnych słów, to doświadczenie nadal żyje i rozwija w czasie swoje konsekwencje.
Zwykle po prostu ze mną jest, i to takie zwyczajne. Ale kiedy zwracam się w jego stronę, rozpoznając, jak popłynęła jego historia, wtedy płynie we mnie strumień czułości. Słodko-gorzki smak. Dziwne piękno tego świata.
Fot. Missori Fotografie



Komentarze
Prześlij komentarz